Home

Mój Wrocław - Eksperymenty wrocławskie cz.3 Hala Ludowa

fot. Marcin Wacko

fot. Marcin Wacko

fot. M. Nikieroj

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

fot. materiały prasowe

organy fot. materiały prasowe

Max Berg

fot. materiały prasowe

Wiele jest aspektów wrocławskiego eksperymentalizmu architektonicznego, tak jak wiele jest możliwości interpretacji tego zjawiska. Zdaję też sobie sprawę, że wiele moich stwierdzeń może się wydać dyskusyjnych, a przedstawiane obiekty wcale nie muszą w sposób jednoznaczny odróżniać Wrocławia od innych miast. Może być tak, ponieważ nie chronię kierunku swoich dociekań przed wpływem wrażeniowego i czysto emocjonalnego odbioru miasta. Wychodzę bowiem z założenia, że „sucha" analiza faktyczna, nie jest w stanie ukazać tego, co wymyka się racjonalnemu postrzeganiu rzeczywistości. Taka metoda pracy powoduje pojawianie się raz po raz wątpliwości, dotyczących rzeczywistego istnienia zjawiska, którego się dowodzi. Na szczęście przy wszelkich, takich właśnie wątpliwościach, dotyczących eksperymentalnego pierwiastka wrocławskiej architektury, przychodzi mi na myśl obiekt, którego znawcom nie muszę chyba przedstawiać jako eksperymentu.

Wrocławska Hala Ludowa zwana pierwotnie Halą Stulecia to obiekt znany z
dobrych albumów architektury światowej i najbardziej wyrazisty przykład kreatywnego podejścia do przestrzeni i materii architektonicznej we Wrocławiu.
Hala Stulecia powstała jako centralne ogniwo rozległego zespołu wystawienniczego, zrealizowanego z okazji stulecia wyzwolenia Śląska spod okupacji napoleońskiej. Były to lata 1911-1913. Max Berg był projektantem poszczególnych obiektów i jednocześnie, jako główny architekt miasta, nadzorował całe przedsięwzięcie. W jego skład, oprócz hali, wchodziły jeszcze pomniejsze obiekty wystawiennicze i aranżacja krajobrazowa z istniejącą do dziś urokliwą paraboliczną pergolą. Wrocławski zespół powstał na fali organizowanych wówczas w Europie wystaw światowych i krajowych. Ich zadaniem było ukazanie kondycji gospodarki, postępu technicznego i w ogóle nowoczesności tych krajów, które zbierały wówczas żniwa rewolucji przemysłowej. Projekty obiektów architektonicznych, stanowiących oprawę ekspozycji, naturalnie stawały się nieskrępowanym polem eksperymentowania z nowymi technologiami i konstrukcjami. Organizatorzy wystaw chcieli w ten sposób pokazać licznym zwiedzającym i sobie samym, jak łatwo i efektownie można przekraczać kolejne, niegdyś za wysokie progi postępu cywilizacyjnego. Obiekty wystawiennicze z założenia miały nieść prestiż. Cały proces inwestycyjny, na wszystkich płaszczyznach, sprzyjał poszukiwaniu nowych, lepszych rozwiązań, dlatego kolejne wielkie wystawy pozostawiały po sobie realizacje - świadectwa ówczesnych dążeń. Były to też szczególne kroki milowe w dziedzinie planowania funkcji, nowatorskich konstrukcji i architektury, jako pola dla założeń nowoczesnej sztuki.
Pierwsze wystawy światowe z drugiej połowy XIX wieku, przyniosły nowatorskie i spektakularne zastosowanie konstrukcji ze szkła i stali. Pojawiły się takie pomniki nowoczesności jak londyński Pałac Kryształowy Joseph'a Paxton'a z 1854 roku czy paryska wieża telegraficzna Gustave Eiffla z 1889 roku. Obydwa obiekty nie funkcjonowały jako jedyne konstrukcje w swoim rodzaju i czasie, ale były najefektowniejsze. Kontekst ich powstania szczególnie sprzyjał popularyzacji nowych idei w budownictwie epoki rewolucji przemysłowej. Prefabrykowanie elementów konstrukcji, ich powtarzalność i co za tym idzie - łatwość wykonania, przekrywanie ogromnych przestrzeni i swobodne ich doświetlanie oraz możliwość demontażu i wtórnego ustawienia w innym miejscu - jednym słowem wszystko, co dotychczas było niemożliwe, tak wyraziście uosabiał właśnie Pałac Kryształowy i Wieża Eiffla. Osiągnięcia prezentowane na wielkich wystawach, dawały dalszy impuls rozwojowy, dlatego są kontekstem takich zjawisk jak pierwsze budownictwo wysokościowe w Stanach Zjednoczonych czy rozwój secesji, jako stylu właściwie wykorzystującego właściwości stali i szkła. Elastyczna stal, pozwalała stosować wytrzymałe i smukłe elementy. Jej największy atut stanowiła wysoka odporność na rozciąganie, co wykorzystywano przy szeroko rozpinanych wówczas układach kratownicowych. Nie była jednak materiałem idealnym i szybko okazało się, że stosunkowo duża kurczliwość ze względu na temperaturę, powodowała problemy z użytkowaniem konstrukcji, wystawionych na działanie czynników atmosferycznych. Kilkucentymetrowe odgięcia elementów nośnych skutkowały wypadaniem szkleń, a czasem nawet poważniejszymi katastrofami budowlanymi. Wypadki pożarów ujawniły natomiast, że upłynniająca się w wysokiej temperaturze stal, ma wyjątkowo niską wytrzymałość ogniową. Beton, choć znany od dawna, nie był w powszechnym użyciu. Odporny na ściskanie nadawał konstrukcjom stabilności, nie upłynniał się w wysokich temperaturach. Jednak kruchość i niski stopień odporności na rozciąganie, powodował łamliwość smukłych elementów. Dlatego beton nie mógł znaleźć zastosowania w spektakularnych konstrukcjach.
Kiedy świat zadziwiały coraz odważniejsze konstrukcje stalowe, pewien francuski ogrodnik - Joseph Monier, postanowił wzmacniać prętami odlewane z betonu rury odpływowe, chcąc w ten sposób zabezpieczyć je przed rozsadzaniem, przez zamarzającą wodę. Zauważył wówczas, że zalana płynnym betonem stal tworzy z nim jednorodną strukturę. Okazało się również, że dające się łatwo wykonać w ten sposób, elementy o dowolnych kształtach są - podobnie jak stal - odporne na rozciąganie oraz mało łamliwe, przy, jednocześnie przejętej od betonu, odporności na ściskanie, twardości i stabilności. W 1867 roku Monier opatentował żelbetową donicę ogrodową, która podobnie jak kolejne jego wynalazki z nowego materiału, zyskała sobie dużą popularność. W efekcie zainteresowani, niemieccy przemysłowcy wykupili od niego prawa, do promowania żelbetowych elementów na terenie swojego kraju. Kiedy Monier prezentował nowe wynalazki, nie było jeszcze mowy o metodach obliczeniowych, pozwalających na optymalne zastosowanie betonu zbrojonego stalą. Zmieniło to zainteresowanie ludzi przemysłu i zlecone przez nich badania, w ich wyniku bowiem, szybko ujawniono ważne właściwości nowego materiału. Przede wszystkim zauważono, że beton chroni stal przed korozją i ogniem. Dodatkowo wykazano, że odpowiednio przewidziane i wyliczone rozłożenie zbrojenia pozwala na bardzo ekonomiczne zużycie tak stali jak i betonu.
Po opublikowaniu w 1887 roku przez Gustava Adolfa Wayssa pracy naukowej pod tytułem: „System Moniera i jego zastosowanie we wszelkich konstrukcjach przemysłowych", żelbet zwrócił na siebie uwagę co ważniejszych inżynierów owych czasów. W 1900 roku powstał w Stanach Zjednoczonych, jako monolityczny prefabrykat, pierwszy, próbny, żelbetowy silos zbożowy. Opisana już w tym rozdziale wrocławska Hala Targowa była kolejnym ważnym eksperymentem w tej dziedzinie i zarazem pierwszym w ramach budownictwa użyteczności publicznej.
Następną próbą nowatorskiego zastosowania betonu zbrojonego stalą, tyle że na dużo większą skalę, była właśnie Hala Stulecia zwana dziś Ludową. Kiedy w 1911 roku Max Berg rozpoczynał jej budowę na obrzeżach Wrocławia, musiał dobrze znać doświadczenia konstrukcyjne ukończonej zaledwie cztery lata wcześniej w centrum miasta Hali Targowej, ów udany eksperyment musiał wpłynąć na ostateczny wybór materiału w jego własnym projekcie, zwłaszcza, że prestiż wystawy krajowej, sprzyjał spektakularnemu prezentowaniu nowości. Porównując obydwie budowle i analizując je w kontekście pionierskich doświadczeń z żelbetem trzeba przyznać, że przy całej swej nowoczesności żelbetowa konstrukcja Hali Targowej powiela schematy swoich stalowych poprzedniczek. Jest to szkieletowy układ bazylikowy, uzyskany przez równoległe ustawianie, powielanych elementów, w postaci nośnych, parabolicznych łuków. Ponieważ każdy z nich pracuje osobno jako rodzaj ramy, trzeba było je zabezpieczyć przed złożeniem się jak kostki domino. W tym celu nijako dodano elementy poprzeczne w postaci belek, ścian i dachu. Podobnie działa większość typowych konstrukcjach stalowych bądź drewnianych. Halę Maksa Berga ukończoną w 1913 roku, w całej chronologii należy umieścić dokładnie na styku pomiędzy czasem gdy pierwsze budowle żelbetowe takie jak Hala Targowa w układzie konstrukcyjno przestrzennym naśladowały jeszcze schematy szkieletowych obiektów ze stali, a nowym czasem, kiedy to pełnie możliwości betonu zbrojonego wykorzystywały nowe monolityczne schematy konstrukcyjne nowych budowli modernistycznych. Hala Maksa Berga jest właściwie w całości szkieletowa, wypełnienia w postaci ścian i dachów są podobnie jak w konstrukcjach stalowych właściwie dodane. Doskonale obrazują to zdjęcia dokumentalne z czasu budowy. Najpierw z gąszczu rusztowań wyłonił się szkielet, który dopiero następnie „obleczono" zewnętrzną formą.
Zresztą Berg skorzystał nie tylko z doświadczenia z jeszcze młodymi wówczas konstrukcjami stalowymi. Widzimy tu wyraźne nawiązanie do dużo starszych budowli historycznych, murowanych jeszcze z kamienia i cegły. Wrażeniowe skojarzenie Hali Ludowej z bizantyjskim kościołem Hagia Sophia z VI wieku nie wynika tylko z estetycznych aspektów wnętrza. Centralna kopuła rozpięta na średnicy sześćdziesięciu pięciu metrów, skonstruowana jest z promieniście rozchodzących się żeber. Ich siła rozporowa przenoszona jest na cylindryczną podstawę zwaną bębnem. Aby mógł on wytrzymać pod naporem kopuły, został zewnętrznie zaparty półkopułami. Taki schemat przestrzenno konstrukcyjny umiejscawia Halę Stulecia jako kolejne ogniwo w historycznym łańcuchu. Jego rozwój zapoczątkowany przez konstrukcję rzymskiego Panteonu z I wieku, rozbudowany do układu wzajemnie dociskających się kopuły i półkopuł w Hagia Sophia, został powielony w kopule florenckiej katedry Santa Maria del Fiore z XV wieku, a na drodze ewolucji znalazł odzwierciedlenie w kolejnych budowlach renesansu, baroku i klasycyzmu. W międzyczasie - pod koniec średniowiecza - ideę zewnętrznego podpierania łukowych konstrukcji sklepiennych, spektakularnie rozwinęli budowniczowie gotyku. W samym Wrocławiu możemy znaleźć historyczną analogię do łukowych żeber w półkopułach użytych przez Maksa Berga. Zastosowano je w tym samym celu, co łuki oporowe w katedrze na Ostrowie Tumskim, które przenoszą na zewnątrz rozpór konstrukcji sklepiennej, zabezpieczając całą budowlę przed rozsunięciem się na boki. Za każdym razem idea konstrukcyjna polegała na takim rozlokowaniu napięć w układach łukowych, aby wszystkie siły działały jako ściskające, możliwe do przeniesienia przez kamień cegłę i niezbrojony beton. Eliminowano natomiast wszystkie siły tnące i rozciągające oraz momenty zginające, które dobrze przenieść na większą skalę mogła dopiero stal, a jeszcze lepiej zbrojony nią beton.
Dlaczego o tym wszystkim mówię? Ponieważ Hala Ludowa we Wrocławiu to obiekt istotny w rozwoju całej światowej myśli architektonicznej, a ja próbuję precyzyjnie ustalić, na ile jest ona osadzona w historycznej tradycji, a na ile jako nowoczesny eksperyment z żelbetem, wpłynęła na późniejszą powszechność jego zastosowania. Znając historię rozwoju konstrukcji kopułowych, analizując zmiany jakie w myśleniu o przestrzeni wprowadziła stal, wiedząc jak później pełnie właściwości żelbetu rozwinął dwudziesty wiek i jeszcze raz dokładnie przyglądając się Hali Stulecia możemy wyobrazić sobie dokładnie, w jakim miejscu stał Max Berg w 1911 roku. W takim kontekście każdy fragment budowli tak wiele mówi o jego nadziejach i wątpliwościach. Widać wyraźnie że jego wizja jest kompromisem trzech sposobów myślenia. W pierwszym aspekcie, wyraźne odwołanie się do historii wskazuje na niepełne zaufanie architekta do żelbetu jako materiału który niebawem miał spowodować tak radykalną zmianę w myśleniu o formie i konstrukcji. Przy całej nowoczesności hali, jej układ przestrzenny oparty o wzajemne oddziaływanie łuków, jest mocno osadzony w tradycji kopułowych budowli murowanych, zapoczątkowanej jeszcze w Starożytnym Rzymie. Drugi aspekt to fakt że zewnętrzna forma spoczywa na praktycznie niezależnym od niej filigranowym szkielecie, co wskazuje że częściowo przyjęto też kryteria bardziej jeszcze właściwe dla stali.
Pozostaje trzeci najważniejszy, eksperymentalny i najbardziej przełomowy aspekt rozumowania Maksa Berga. Bez względu na dwa poprzednie aspekty, nie da się zaprzeczyć, że szkielet konstrukcyjny Hali Stulecia z znacznej części został wykonany jako filigranowy monolit. Szczególnie widać to w sposobie osadzenia czaszy kopuły i kształcie bębna. Zrezygnowano tu z konstrukcji żaglowej, stosowanej w kamiennych i ceglanych kopułach. Dawniej pozwalała ona osadzać owalny lub oktogonalny bęben z kopułą, na kubicznej bryle budowli. Takie rozwiązanie umożliwiało eliminację promienistych sił rozporowych kopuły i przeniesienie ich na cztery podpory. Nie narażano wówczas struktury budowli na działanie sił rozciągających i momentów zginających. U Maksa Berga cała przestrzeń pod kopułą, od poziomu jej posadowienia do fundamentów, jest owalna. Dodatkowo ściany uzyskanego w ten sposób cylindra określającego wnętrze hali, zostały z czterech stron rozcięte szerokimi łukami arkadowymi. Dzięki temu centralna przestrzeń została połączona z niszami w czterech półkopułach. Takie płynne rozwiązanie owalnej przestrzeni nie byłoby możliwe w tradycyjnym projektowaniu konstrukcji murowanych, ponieważ narażałoby je na zbyt mocne działanie sił rozporowych i momentów zginających. W efekcie mogłoby doprowadzić to do rozejścia się na boki całej konstrukcji. Owalnego cylindra nie zdołałyby wówczas zabezpieczyć nawet wspomniane półkopuły, które lepiej działają w układach oktogonalnych. Rozwiązania przestrzenne Hali Stulecia wskazują zatem, że Max Berg - mimo niepełnego zaufania do nowego materiału i osadzenia swojego projektu w tradycji budowli murowanych - wiedział już, że żelbet potrafi z powodzeniem pracować jednocześnie na ściskanie, rozciąganie i zginanie. Dlatego, przy wielkiej skali i złożoności konstrukcji, tak plastycznie modelował przestrzeń swojej budowli. Nawet jeżeli nie wiedział jeszcze, że niebawem żelbet pozwoli konstruować łupinowe formy zdające się zaprzeczać prawom fizyki, to jednak poczynił istotny krok naprzód. Stworzył gigantyczną konstrukcję, która - w przeważającej części działając jako monolit z żelbetu - wykorzystuje właściwości tego materiału. Dał bardzo ważny sygnał inspirując innych do dalszych doświadczeń.
O tym jak bardzo projekt Maksa Berga przełamywał dotychczasowe myślenie o architekturze i konstrukcji, świadczyć może pewna, słynna już anegdota. Otóż na budowie zgodnie z planem, do wykonanych wcześniej drewnianych szalunków mających nadać formę wszystkim elementom nośnym, włożono stalowe zbrojenie, które zalano betonem. Po całkowitym stężeniu betonu nikt z pracowników nie chciał podjąć się zdjęcia deskowania i usunięcia drewnianego rusztowania spod odlanej konstrukcji, ponieważ doświadczeni majstrowie nie wierzyli, że może ona sama się utrzymać. Podobno sam Max Berg, pewny swego, musiał pierwszy zabrać się za usuwanie szalunków, zanim pozostali pracownicy przełamali swoje obawy i lęki. Dziś, podziwiając to wielkie dzieło rozwoju myśli architektonicznej, wiemy, jak bardzo owe lęki były nieuzasadnione i jak wiele się wówczas zmieniło w myśleniu o architekturze.
Kiedy po raz pierwszy będąc we Wrocławiu, kierowany intuicją użyłem określenia eksperymenty wrocławskie, nie miałem jeszcze pojęcia jak znamienne okaże się to hasło dla mojego badania architektury tego miasta. Napotkałem tu obiekty z różnych epok, połączone wspólnym podmiotem eksperymentalizmu. W wielu przypadkach wyczuć go można już przy pierwszej konfrontacji. Przedstawiona powyżej próba prześledzenia okoliczności powstawania wybranych budynków w szerokim kontekście historycznym, często zaskakująco potwierdza te wrażeniowe odczucia, które z naukowego punktu widzenia wydawać by się mogły mało wiarygodne. Jest w tym zawarta pewna prawda o Wrocławiu, mieście otwartym, niebojącym się wyzwań, chętnie opowiadającym swoją historię, czasem wymykającym się naukowym analizom. To opowieść o Jacku Burzyńskim, Maksie Bergu, Richardzie Plüddemannie, bezimiennych budowniczych gotyku i czasem przecież krytykowanych współczesnych architektach, którzy tu we Wrocławiu znaleźli dogodne warunki do urzeczywistniania swoich ambicji. Eksperymenty wrocławskie to również opowieść o mieście, jako zbiorowej świadomości ludzi gotowych stawić czoła temu co nieznane. Opowieść o optymistach doświadczonych - nie zawsze łatwą - historią. To również lekcja niepowierzchownego oceniania architektury, jej twórców i użytkowników. Historia odwagi zapisana w kamieniu, cegle, betonie i stali, kilku budynkach i archiwach, niesie ze sobą istotne zobowiązanie: we Wrocławiu nie wypada podążać utartymi ścieżkami. To miasto gdzie należy stworzyć swój własny pomysł na życie i twórczość.

(Marek Idziak)

Komentarze

Luzak

04.02.2010

Fajny artykuł, to prawda że Wrocław jest miastem wyjątkowym.

Gość1

04.02.2010

No nieźle Max Berg wybudował Halę Stulecia w dwa lata a my po stu latach nie wiadomo czy stadion wybudujemy w trzy.

Warchiat

04.02.2010

Dlaczego pieszecie przeważnie o Wrocławiu.

niki

04.02.2010

Bo są z Wrocławia, jak chcesz to napisz coś o swoim mieście.

Gość2

04.02.2010

Ciekawe czy w naszych czasach powstanie coś na miarę Hali Stulecia?

zen

05.02.2010

W naszych czasach powstają gnioty takie jak Justin Center...niestety

Gość2

05.02.2010

Pewnie powstanie galeraria handlowa stulecia............

Nie bądź anonimowy. Zaloguj się. Dzięki temu Twoje komentarze będą bardziej wiarygodne.

Jeśli nie masz konta zarejestruj się.

Nowości

Nowe mozaikowe tynki TYTAN EOS
Więcej
Od 1 lipca firma Wienneberger wprowadza na rynek nową renesansową dachówkę ceramiczną Alegra 9, marki Koramic. Nowy produkt łączy w sobie tradycyjny kształt i nowoczesnąformę.
Więcej
W maju 2011r. firma Plannja - producent nowoczesnych pokryć dachowych, powiększył gamę kolorystyczną stalowych blachodachówek i systemów orynnowania. Oferta blach dachowych z serii: Plannja Scandic, Plannja Rapid, Plannja Smart oraz rynny
Więcej